Moja polityka - komentarze Tadeusz Gawlik

Bajki

Bajka Trumpioblada

Ogromne wojska, bitne generały,
Policje - tajne, widne i dwu-płciowe -
Przeciwko komuż tak się pojednały?
Przeciwko kilku myślom... co nienowe!
(Cyprian Kamil Norwid)

Amerykański prezydent Donald Trump odwiedzić raczył swoje zamorskie terytorium – Polskę, z której bez skrupułów Ameryka czerpie od lat niezbędne mięso armatnie na swoje wojenki o wolność w różnych zakątkach świata i sprzedaje nam swój zbędny potencjał militarny, którego nie jest w stanie wykorzystać na swoich poligonach jakimi są od lat sprawiedliwe przecie wojny w Laosie, Wietnamie, Kambodży, Panamie, Iraku, Iranie Afganistanie i wielu innych zakątkach świata. Prezydent w swojej łaskawości zgodził się nam też sprzedać każdą ilość skroplonego gazu łupkowego bo ten sprowadzany przez nich do Ameryki jest nieproporcjonalnie tańszy. Prezydent powiedział za to, że nie rozmawiali z Andrzejem Dudą o żadnych gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski bowiem nie mieli ku temu stosownych umocowań prawnych. O dziwo, nikt też nie poruszył obowiązku wizowego Polaków, a przecież okazja ku temu była wyśmienita. Trump miał za to umocowania amerykańskiego businessu aby w 15 minut podpisać w jego imieniu niezbędne dokumenty na dostawę amerykańskiego gazu do polskich portów. Pięć tysięcy żołnierzy USArmy zdaniem obydwu układających się stron, wystarczy aby chronić nas skutecznie przed ponoć agresywną postawą putinowskiej Rosji, która jak nigdy wcześniej zachowuje stoicki spokój w sprawie ostrzenia szabel i zgrzytania zębami polskich polityków. Tymczasem w ochronnym kordonie wzdłuż warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia, spokoju miesięcznicy smoleńskiej pilnowało 10 lipca tegoż roku 2.300 policjantów jawnych tajnych i dwupłciowych oraz kilometry płotów z litej stali wzmacnianej betonem zbudowanych. Po drugiej stronie barierek szli bardzo krótko „Obywatele RP” z białymi, uzbrojonymi w kolce różami w rękach. Kontrmanifestacja rozformowała się sama i nie doszło do żadnych zamieszek. Prezes Kaczyński znów mógł mówić swobodnie o religijnym posłannictwie swojej, już nie wiem której politycznej miesięcznicy, o marszu ku smoleńskiej prawdzie i pomnikach „poległych” w zamachu bohaterów. Podatników sama ochrona miesiącznicy smoleńskiej kosztowała blisko pół miliona złotych, ale minister Błaszczak już ma plan. Powinni zapłacić za to uczestnicy manifestacji sprzeciwu, dlatego już awansem spisuje się ludzi, którzy używają zakazanego na manifestacji nazwiska Lech Wałęsa, bo ponoć prawo polskie łamią. Pewnie gdyby okrzykiem wiodącym było samo imię Lech nikt by protestujących nie legitymował. Kiedyś, za nieboszczki komuny, solidny łomot można było dostać za friko, nikt nie musiał za to płacić i nikt w papiery mu nie zaglądał. Nie wiem jakby na placu Krasińskich, w czasie spotkania z Donaldem Trumpem brzmiał okrzyk „ciemnego ludu”: Donald, Donald! Pewnikiem legitymowaliby tylko tych z flagą unijną w ręku. Donalda Trumpa i jego towarzystwo na spotkaniu G 20 w Hamburgu ochraniało przeszło 20 tys. służb mundurowych nie licząc jego pompejańskiego, pięciuset osobowego dworu, czterdziestu limuzyn i ciężkiego sprzętu do pacyfikacji tłumów. Popatrzcie Państwo, to tylko cztery razy tyle ilu amerykańskich żołnierzy  chroni Polskę przed całą potęgą militarnego ruskiego imperium, chwaląc sobie bigos pierogi i polskie dziewczyny. Polska witała Trumpa jak władcę i bożyszcze tłumu, machając biało-czerwonymi i pasiastymi flagami Stanów Zjednoczonych. W Hamburgu 12 tysięcy ludzi przyjęło go jak najgorszego wroga. Ot już taka nasza poddańcza, uniżona natura, czy może to jednak Niemcy mszczą się na nim za klęskę III Rzeszy. Z dziennikarskiego obowiązku należy jednak odnotować, że Trump odrobił krótką lekcję z historii Powstania Warszawskiego a mały placyk Krasińskich zajęty mocno przez spiżowych Powstańców Warszawskich nie dał rady pomieścić ludzi przywiezionych przez posłów PiS, którym „pozwolono” ze swoich okręgów wyborczych przywieźć tylko po jednym autokarze oddanego sprawie elektoratu. To, że Stany Zjednoczone od czasów II wojny światowej są militarnym hegemonem światowej polityki i wojny, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Wątpliwości też nie budzi fakt, że po upadku Związku Radzieckiego stały się jedynym żandarmem narodów, wprowadzającym swój model demokracji nie przebierając przy tym w metodach wszędzie tam gdzie podoba się to waszyngtońskiej administracji. To być może, jest moje prywatne zdanie ale to, że Amerykanin według słownika łacińsko-polskiego oznacza dosłownie amerykańskiego psa, wpisuję tu na wyłączną odpowiedzialność autora opracowania. (K. Kumaniecki Słownik łacińsko-polski PWN Warszawa 1983 r.). My z takim sojusznikiem perspektywy mamy raczej blade.