Moja polityka - komentarze Tadeusz Gawlik

Bajki

Bajka o kolesiokracji

Wypadałoby napisać dziś o wielkim „Marszu Wolności”, w którym ulicami Warszawy w dniu 6 maja przeszło blisko 100 tysięcy Polaków. Zdaniem stołecznej policji była to jednak tylko kilkutysięczna grupa kolesiów, wyraźnie z poczynań władzy niezadowolona. Nie ma więc o czym pisać. Pryszcz i hetka-pętelka! Pozostańmy zatem przy kolesiach. Bartłomiej Misiewicz „Misiem” pieszczotliwie zwany, w swojej sześcioletniej karierze partyjnej w PiS zdążył, z rekomendacji Antoniego Macierewicza, pobyć szefem biura zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, z nominacji zaś Jarosława Kaczyńskiego pełnił funkcję sekretarza Zarządu Okręgowego w powiecie piotrkowskim i pełnomocnika PiS w radomszczańskim. Był także członkiem Rady Politycznej PiS i koordynatorem ds. jej struktur wykonawczych, a od 2014 był również członkiem Krajowej Komisji Rewizyjnej PiS. Po wyborach parlamentarnych wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość, mimo osobistej wyborczej porażki, 16 listopada 2015 Misiewicz został mianowany szefem gabinetu politycznego oraz rzecznikiem prasowym Ministerstwa Obrony Narodowej. 10 kwietnia 2017 na otarcie łez otrzymał stołek członka rady nadzorczej i pełnomocnika zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. To dla niego zmieniono statut spółki znosząc wymóg wyższego wykształcenia i odbycia wymaganego na tym stanowisku kursu. Polska Grupa zbrojeniowa dementuje doniesienia prasowe o 50 tys. - jego uposażenia, nie podając jednak wysokości miesięcznego zarobku. Można zatem domniemywać, że zarabiał kilka groszy mniej. W sierpniu 2016 r. z rąk Macierewicza otrzymał Złoty Medal „Za zasługi dla obronności kraju”. Misiewicz jak rasowy polityk ma stosowną stronę na portalu internetowym Wikipedia. W jego też sprawie Kaczyński powołał partyjną speckomisję jakby o Świętego Grala chodziło. Cóż zatem się stało, że ten genialny beniaminek pisowskich notabli z dnia na dzień stał się w partii persona non grata a powołana przez Kaczyńskiego komisja, po wnikliwej analizie postępowania pana Bartłomieja Misiewicza, całkowicie negatywnie oceniła jego postawę. „PiS stwierdza, że pan Bartłomiej Misiewicz nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa czy innych sferach życia publicznego”. - Za co? - Przecież młody „Misiek” wytrychem ani łomem tych zaszczytów nie zdobył. Nie on też kazał trzymać nad sobą parasol i honory wojskowe swojej osobie oddawać. To wszechogarniający strach jaki padł na nasze dzielne wojsko po masowej dymisji niemal całej generalicji, dymisji wręczanych przez siedzącego za biurkiem Misiewicza. Smutne nie jest to, że Misiewicz przyjmuje honory od generałów. Smutne jest to, że są mu one oddawane - powiedział generał Piotr Pytel. Komisja słowem nie wspomniała jednak o tym kto i na czyje polecenie powierzał Misiewiczowi te odpowiedzialne, prestiżowe a przy tym wysokopłatne stanowiska. Macierewicz po stracie swojej maskotki, na otarcie łez kupił sobie za pieniądze MON 1200 szt. w gustowne mundurki ubranych pluszowych misiaczków i pewnie nie wie jak je wszystkie naraz przytulić. Innym protegowanym Macierewicza jest tym razem stary amerykański polonus z Filadelfii Wacław Berczyński chwilowy przewodniczący rządowej podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Najpierw wywołał sensację, oświadczając, że na pokładzie Tupolewa doszło do wybuchu bomby termobarycznej, a potem przyznał się do przestępstwa udziału w zerwaniu rządowego przetargu wartości 16,5 mld zł na francuskie caracale. Po odkryciu tych dwóch sensacji zrejterował do USA skąd nadsyła rezygnacje z nadanych mu przez Macierewicza zaszczytów i funkcji. Macierewicz śle dezerterowi „Wackowi” przez ocean pozdrowienia i podziękowania w imieniu służby. Panie Macierewicz Wacka to pozdrawiaj pan sobie w łazience a nie w publicznej telewizji i to tylko we własnym prywatnym imieniu. Kaligula wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi mianował swojego konia senatorem to kto zabroni Macierewiczowi wprowadzać na salony władzy kolejnych kolesiów.