Moja polityka - komentarze Tadeusz Gawlik

Bajki

Bajka o panów panowaniu

 

Jarosław Kaczyński mimo, że jest zwykłym, szeregowym posłem, znany jest powszechnie z dobroci serca i ojcowskiej wręcz pobłażliwości dla poczynań „totalnej opozycji” w polskim parlamencie. To tylko dzięki niemu nie spałowano i nie zamknięto w Berezie Kartuskiej posłów, którzy w grudniu minionego roku ośmielili się blokować salę plenarną i trybunę sejmową. Jakże trudno powstrzymać się w takiej sytuacji od wdzięcznego twierdzenia, że to przecie „ludzkie panisko”. Szeregowy poseł i prezes skwapliwie skorzystał z podrzuconej przez opozycję podpowiedzi i z przekonaniem potwierdził: „Tak, jesteśmy ludzkimi panami, w przeciwieństwie do niektórych”. Była to w prostej linii kontynuacja najważniejszej zasady polityki władzy: divide et impera. Zasada dziel i rządź sprawdza się ponoć z powodzeniem od czasów imperium rzymskiego. Najpierw JE imperator Jarosław K. podzielił demonstrantów pod względem zajmowanego miejsca na manifestacji w Stoczni Gdańskiej w 2006 roku, gdy wypowiedziane przez niego słowa „My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”, włączyły „społeczny sortownik” i uważać je można za pierwszy etap społecznych podziałów. Kolejna wypowiedź prezesa PiS, w której stwierdził, że „w Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. (...) To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków”, zmierzała już do podziału całego społeczeństwa według linii frontu politycznego „moi przeciwnicy i zwolennicy”. Jakby tego było mało, teraz w polskim Sejmie doprecyzowano ten społeczny podział na panów i chamów. Nie wiadomo tylko czy nowa klasyfikacja dotyczy wyłącznie parlamentarzystów czy całego społeczeństwa. Jeśli dotyczy to tylko parlamentu to trudno dyskutować ze znawcą środowiska, który już od blisko 30 lat niemal nieprzerwanie zasiada w ławach parlamentarnych. Ten zaprawiony w bojach weteran służby społecznej chce za to wójtom, burmistrzom i prezydentom miast narzucić zasadę dwukadencyjności sprawowania urzędu zaufania społecznego wliczając w to kadencje, które wcześniej na urzędzie spędzili. Tu zdanie suwerena jest niczym, nawet gdyby kandydat cieszył się 100 % poparciem elektoratu. Liczy się wola jaśnie pana, który wbrew zasadzie, że prawo nie może działać wstecz do zagarnięcia całej władzy uparcie zdąża. Opozycja tymczasem zamiast bronić swych przeznaczonych na rzeź terenowych włodarzy, zaczyna negocjacje z ludzkim panem o tym, że może zgodziłby się te kadencje przedłużyć chociażby o rok. Panów w polskim parlamencie na pewno jest niewielu. Stare porzekadło powiadała, że jak pan jest z pana, to panem będzie zawsze zaś pan z chama, zawsze chamem pozostanie i nie da się stosownego podziału przeprowadzić według żadnej politycznej struktury. W demokratycznym zaś społeczeństwie zarówno Kordian jak i cham jeden głos wyborczy mają i jako suwerena szanować ich trzeba. Jeśli jednak przywódca rządzącej partii o swoich partyjnych konfratrach powiada: „Jesteśmy panami, ludzkimi panami”, to nie wiadomo do końca, czy jeszcze się śmiać, czy bać się już należy. Nikt jeszcze nie podał precyzyjnie w jaki sposób będzie się to dokonywało i kto będzie kierował sortowaniem ludzi. Wzory można sprowadzić od zachodnich sąsiadów ino cofnąć się trzeba do lat czterdziestych pierwszej połowy ubiegłego wieku. Nie tłumaczcie tylko na niemiecki polskich wyrażeń „rasa panów”, „podludzie” ani napisów na kinach i środkach komunikacji miejskiej, bo po pierwsze hołota tego nie przeczyta a po drugie będzie miało niezbyt elegancki wydźwięk historyczny.