Moja polityka - komentarze Tadeusz Gawlik

Bajki

Bajka o całym borze i jednym pancernym drzewie

Wszak nikt nie wiedział jak ich pieszczotliwie nazywać, bo BORmany kojarzyły się nierozłącznie z niechlubnej pamięci generałem SS a BORowiki służbę leśną na myśl przywodziły. Niedługo problem przestanie istnieć bo „dobra zmiana” ma trafić również w BOR, który według źródeł zbliżonych do „Ucha prezesa” ma ponoć przyjąć nazwę Narodowa Służba Ochrony. Zmiana nazwy bądź likwidacja jednostki jest przecież najlepszym sposobem rozwiązywania problemów i kłopotów każdej służby specjalnej od Wojskowych Służb Informacyjnych poprzez 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego na Biurze Ochrony Rządu kończąc. Fachowcy od bussinesu uważają jednak że jak burdel źle funkcjonuje to się wymienia panienki a nie szyld i kotary. Rząd wraz ze zmianą nazwy chce wyposażyć „Służbę” w szereg dodatkowych kompetencji i uprawnień. O dodatkowych kwalifikacjach i sprawności operacyjnej autorzy dobrej zmiany jednak nie wspominają. Seria wypadków, która dotknęła w Polsce osoby specjalnej troski służb specjalnych, nie zaczęła się za rządów PiS i mam nadzieję, że za tych rządów się nie skończy. Wypadki chodzą po ludziach niezależnie od tego pod czyją obronę się uciekamy, boskich czy partyjnych orędowników. „Święty Boże nie pomoże” jak mawia suweren, przez Kurskiego ciemnym ludem zwany. Wystarczy wspomnieć tragiczny wypadek wojskowego samolotu CASA w Mirosławcu, katastrofę rządowego śmigłowca Mi-8 pod Piasecznem z premierem Leszkiem Millerem na pokładzie, oponę pancerną w samochodzie Prezydenta Dudy, karambol Macierewicza na drodze pod Toruniem oraz próbę upchania dwóch „wycieczek” na pokład jednego samolotu w czasie powrotu rządowej delegacji z Londynu. Ludwik Dorn „Trzecim bliźniakiem” przez kumotrów onegdaj zwany, tak powiedział o wrażeniach z londyńskiej podróży: „Przypominało to trochę takie zebranie towarzyskie, po którym ludzie są napici, jest za mało taksówek i negocjujemy z taksówkarzem, czy zamiast czterech czy pięciu nie wziąłby ośmiu”. O Tragedii Smoleńskiej w tym kontekście pisać nawet nie uchodzi. Minister Błaszczak przytacza statystyki, które niezależnie od lat i politycznego nadzoru konsekwentnie wykazują, że służby BOR i osoby przez nie chronione uczestniczą każdego roku w 25-26 wypadkach drogowych. Święty Krzysztofie módl się za nimi! Za taką statystykę zamknięto by każdą Spółdzielnię Transportu Wiejskiego a jej prezesa ciupasem odstawiono by na długi wypoczynek w najbliższym ZK. Dziś, z perspektywy czasu i wszelakiego matactwa w sprawie oświęcimskiego wypadku, trudno prorokować czy „młody człowiek” z fiata Seicento (nie podano nawet jego inicjałów), trafi przed surowe oblicze niewiarygodnych ponoć sądów, czy pracująca za pieniądze papuga wybroni go przed zarzutami prokuratorów i ministra Błaszczaka, pracujących jakby się wydawać mogło, w wolontariacie organów ścigania. W takim kontekście idzie nawet zrozumieć, że min. Błaszczak zamiast pojechać na miejsce wypadku, któremu uległa sternik państwowej nawy, jakim przynajmniej tytularnie jest premier rządu, w czynie społecznym własną piersią osłaniał zwykłego posła na miesięcznicy smoleńskiej z przekonaniem dowodząc, że to było jego najważniejszą powinnością. Minister miał chyba rację ustalając hierarchię ważności wydarzeń. Szef gabinetu politycznego premiera RP pani Elżbieta Barbara Witek, w telewizyjnym wywiadzie odważyła się bowiem powiedzieć wprost, że policja małopolska otrzymała od pana Błaszczaka informacje co ma robić i w związku z tym nie był on potrzebny na miejscu wypadku. Nie czas i miejsce rozważać przyczyny i skutki oraz okoliczności wypadku. Nie czas wskazywać winnych. Nikt jeszcze nawet nie ustalił gatunku drzewa, na którym rozbił się samochód ale nie była to na pewno brzoza bo pancerny samochód pójdzie chyba na złom a drzewo stoi jak stało. Zapewne jednak jako jedyny winowajca zostanie ścięte i spalone na stosie. Po co tam w końcu stało?! Może to i dobrze, bo przecież nikt z uczestników wypadku nie chciał tego zdarzenia, nikt nie miał złej woli, zamiaru i motywu, a karanie za winy nieumyślne jest źle widziane zarówno przez Boga jak i ludzi. .Jedno tylko spać wszystkim nie daje. Końcowej epikryzy nie wystawił jeszcze dr Jarosław K. Z wysokości drabinki zostało już powiedziane, że pani Premier uległa ciężkiemu wypadkowi. A jeśli się okaże, że nie jest w stanie spełniać nadal funkcji szefa rządu RP i pan Jarosław powtórzy za klasykiem słynne „nie chcę ale muszę”? Zapewniam Państwa, że nic się nie stanie. Będzie to właściwy człowiek na właściwym miejscu, ino odpowiedzialność mu się ociupinę zwiększy. Sprawa reformy BOR musi poczekać, Misiewicz jest na urlopie.