Moja polityka - komentarze Tadeusz Gawlik

Przegląd prasy

Co w prasie piszczy - Sejmowy kryzys czyli teatr politycznej improwizacji

Sejmowy kryzys czyli teatr politycznej improwizacji

rozpoczął się 16 grudnia 2016 po próbie wprowadzenia radykalnych zmian w organizacji pracy dziennikarzy w kompleksie budynków sejmu i wykluczeniu z 33. posiedzenia Sejmu posła Michała Szczerby (w czepku urodzony gość). Część posłów opozycji zablokowała mównicę w sali posiedzeń i kontynuowała tam protest po nieformalnym zamknięciu posiedzenia. Kaczyński, jak cwany gazda, który zasznurował onegdaj kierpca dżdżownicą i tym razem świetnie sobie poradził. Najbardziej obiektywnym sprawozdawcą tych parlamentarnych wydarzeń jest chyba Joanna Miziołek, dziennikarka Wprost, która bez zbędnych komentarzy przytacza słowa i opisuje zachowania głównych postaci swoistego teatru improwizacji, w którym każda partia, jej wodzowie a nawet indywidualni posłowie grali według własnego scenariusza pod bacznym okiem reżyserskim swojego partyjnego watażki. Prezydent Duda w wieczornym programie TVP Info powiada tak: Prosiłem pana marszałka, żeby się wycofać nawet ze wstępnych założeń projektu, całkowity reset. Nie ma żadnych wstępnych założeń – to były tylko wstępne założenia projektu, można było rozmawiać na ten temat inaczej. PiS zrezygnowało już ze swojej propozycji, która była zarzewiem sporu w Sejmie – dodał Prezydent, a doniósł o tym właśnie tygodnik Wprost. Trudno się dziwić splątaniu i psychicznej niedyspozycji Marszałka, który nie potrafił rozróżnić wstępnych założeń, z których miał się wycofać, od projektu wstępnych założeń i samych wstępnych założeń, których również nie było. Obowiązku reagowania Marszałka Sejmu na gesty i mimikę siedzącego w pierwszym rzędzie wodza, dekret prezydenta jednak nie zdejmuje. Dziennikarka Wprost w innym artykule zwraca uwagę, że Kaczyński po raz pierwszy od dawna wyczuł społeczne nastroje. Mówił o wyciągniętej do opozycji ręce i apelował o zaprzestanie protestu. Przed świętami ocieplił swój nadszarpnięty wizerunek. Chapeau basprzed „panem naczelnikiem” parlamentarzyści wszelkiej maści. Jak nie wiecie jak się zachować to zachowajcie się przyzwoicie. Na tym się wygrywa. Po proteście jaki zorganizowaliście w parlamencie, w którym Kukiz piętnasty przyjął na siebie rolę sędziego pokoju, doświadczony historycznie Procesem Brzeskim a może nawet Berezą Kartuską PSL przed świętami na łono rodziny się udał, Petru z „panienką” na sylwestrowe wojaże na Maderę wyruszył, pozostawiając nieutulone w żalu rodziny obojga płci polityków - o czym poinformował Super Express. Nieparlamentarny jeszcze dzięki Bogu KOD, dał ciała jak najgorsza zdzira z paryskiego Pigalle’aka nadszarpując zaufanie setek tysięcy a może i miliona Polaków, w zwykłą uczciwość przywódców i godność idących za nimi obywateli. PO choć ostatnie ze spuszczoną głową i z resztką honoru z reduty odeszło to, w sali kolumnowej przez klub PiS przegłosowane ustawy, zatwierdził już nawet prezydent… I co? Wszyscy się tej żaby za darmo najedli a naczelnik, zakąszając śledzikiem, przeforsował swoje jak zwykle. Inną sprawą jest oczywiście fakt, że słowa prezesa PiS względem adwersarzy politycznych, którym zarzucił łamanie prawa, trudno nazwać wyciągniętą ręką, zauważa Polityka. Niezależnie od tego elektorat PiS-u w te słowa uwierzył, a partii Kaczyńskiego poparcie przez moment nawet drgnęło. Z sondażu przeprowadzonego przez agencję Millward Brown na zlecenie TVN i TVN 24 wynika, że jeśli wybory parlamentarne odbyłyby się teraz to z 30 % poparciem wygrałoby je PiS. Zaskakujące jest jednak znaczne zmniejszenie przewagi dzielącej PiS od Nowoczesnej, zauważa Fakt. Na partię Ryszarda Petru zagłosowałoby aż 27%. Polaków. Czyżby elekcja miała coś wspólnego z wakacyjną erekcją? Trzecie miejsce na pudle, bez niespodzianek, zajęłaby Platforma Obywatelska, z 14-procentowym poparciem. Tam do góry podnoszą już tylko ręce! Wszystko wskazuje na to, że twardy kurs PiS-u ma wielu zwolenników i elektorat twardy, a protestujący w Sejmie politycy i łażący po ulicach coraz mniej wiarygodny KOD sprawiają, że ich ciągle przybywa. Jedyna nadzieja w Prezydencie RP. Jeśli jego „Gorące Wargi” - Marek Magierowski dalej będzie sypał dziennikarzom taką sieczkę jaką częstował ich na briefingu przed Pałacem Prezydenckim, to wystarczy w imieniu każdej redakcji wysłać tam kapustę. Najtwardszy głąb zrozumie przecie, że przekaz dnia był sporządzony chybcikiem a Prezydent miał pół godziny czasu na głęboką analizę kilku tysięcy stron sejmowej biurokratycznej twórczości. Pan Prezydent atrakcyjnie wygląda na skoczni narciarskiej w Wiśle! Ładnie, w odróżnieniu od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, potrafi trzymać kibolskie gadżety a nawet nazwiska sportowców bezbłędnie i bez kartki powiedzieć potrafi, delikatnie omijając jednak nazwisko sympatycznego skoczka Jana Ziobry, bo pewnie nie ustalono jeszcze zasad komunikacji i powinowactwa. Mówi sam z siebie z sympatyczną dość prostotą i gdyby się jeszcze nie pchał przed obiektywy paparazzich, co pewnie złośliwie podkreśla TVP1, to byłby do wytrzymania. Dlaczego więc w sprawach państwa i jego budżetu musi zastępować go totumfacki urzędnik?